Szukaj na tym blogu

niedziela, 27 listopada 2022

Filmy

 Istnieje szereg filmów na których się wychowałem bądź są związane z czymś ważnym w moim życiu. Zawsze lubiłem filmy i obejrzałem ich bardzo dużo. Były i są dla mnie nie tylko formą spędzania czasu wolnego ale i inspiracją, źródłem wiedzy i różnych stanów emocjonalnych. Dlatego pewne rzeczy, urok kina chciałbym pokazać córce - stopniowo. adekwatnie do Jej wieku.


 W dzieciństwie, mając mniej / więcej tyle lat co obecnie moja córka, dziesiątki razy oglądałem Wichrowe Wzgórza - ucząc się tego do jak złych rzeczy jest w stanie popchnąć człowieka miłość. Uczucie które jest w stanie równie skutecznie uczynić człowieka lepszym, jak i prawdziwym potworem zdolnym do krzywdzenia innych.





 Miłości i jej romantycznego, czystego, spontanicznego oblicza, uczyłem się od najmłodszych lat oglądając Dirty Dancing. Taniec i ukazana w tym filmie muzyka zabierały mnie dosłownie w inny świat... do dziś z sentymentem patrzę na samochody okresu Chevroleta Belair. Chciałbym córce pokazać Patrica Swayze'a - człowieka wielu talentów. Móc patrzeć jak tańczy moja córka, jak kocha i jest szczęśliwa wbrew wszystkiemu to prawdziwe moje marzenie.







 Niektóre osoby mają w sobie bestię która domaga się aby ją nakarmić. Jej głód jest straszny i aby samemu przeżyć, być szczęśliwy i mieć cel w życiu człowiek musi ją karmić. Rocky - to coś więcej niż film o pięściarzu. To film o wartościach, miłości, samodoskonaleniu i oku tygrysa - mając je stać na wszystko i jesteśmy na wszystko gotowi. 







 Życie jest jak pudełko czekoladek.. nigdy nie wiadomo co się trafi. To i wiele innych pięknych cytatów,  chciał bym pokazać swojej córce - pokazujących jak w prostych słowach i  gestach może tkwić wielka mądrość. Forrest Gump to film o wielkim człowieku, który mimo swoich ułomności osiąga sukces - przypadkowo staje się bogatym ale wyjątkowy był z powodu swojej wierności zasadom i wartościom. 







 Dziesiątki razy, zajeżdżając kastę VHS oglądałem opowieść o współczesnym Kopciuszku, filmową adaptację histori o pięknie ukrytym pod brzydotą i brutalnością świata - Pretty Women... znakomita obsada i muzykę Roxette to idealny obraz który może uczyć, że marzenia się spełniają i, że miłość nie zna granic i najpiękniej łamie konwenanse.







 To co dziś stanowi scinece fiction, za jakiś czas może już stanowić codzienność. Od zawsze miałem otwarty umysł i wierzę, że będziesz miała po mnie też taki... wówczas na wszystko inne patrzy się inaczej. Star Wars - to kolejna propozycja i film na którym się wychowałem. Nie jest bajką. Science fiction od bajki różni się logiką. Kochanie Ty będziesz żyła w świecie jaki ja znam z filmów SF. 






 Ojciec dla swojego dziecka zrobi wszystko, zrobi nawet więcej niż to możliwe. Najtrudniej jest gdy jest się innym niż reszta, gdy od reszty się odstaje... to jednak nie umniejsza miłości lecz czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową. O tym opowiada film Over the Top: ciężarówka, podróż arm wrestling i rozwód rodziców.

`





 Oglądałem ten film około 40 razy i już dawno przestałem już liczyć... wystarczy jednak obejrzeć go tylko raz aby dostrzec i tragicznie się przekonać, iż świat niszczy cuda wokół nas i, że każdy ma taką swoją zieloną milę. Zielona Mila - mój odwieczny lek na smutek, bezradność i bezsenność... lecz dziś kojarzę go z czymś dobrym i tak chciałbym aby poznała go córka.







 Filmy to również mocne emocję i kino grozy - paradoksalnie czasem fajnie jest się bać lecz na filmy tego typu jeszcze musisz poczekać:) Koszmar z ul. Wiązów i saga historii o facecie ze snów, mającym rękawicę z ostrzami ostrymi jak brzytwa. Film ten oglądałem schowany pod kocem i zahartował mnie chyba na wszystkie późniejsze horrory.







 Od wielu lat praktycznie co Święta Bożego Narodzenia, tradycyjnie oglądam ten sami film: Witaj św. Mikołaju. Kojarzy mi się z wigilijnym porankiem - chłodem w domu bo mama szykuje potrawy i nie miała kiedy napalić w piecu, z zapachem makowca i lampkami na choince - tak oglądałem ten film pierwszy raz. Nie Kevin, nie Opowieść Wigilijna lecz Griswold'owie.







 Ze światem który znamy jest coś nie tak i coraz bardziej to widać. Historyczne przekłamania, brak logiki w tłumaczeniu faktów przez osoby kształtujące współczesną rzeczywistość... dlatego warto być obudzonym, nie pozwolić aby wmówiono nam, że duchowość to jedynie sfera kościelna a życie to jedzenie, picie i chodzenie do pracy. Kolejna propozycja filmu to Mermaids.







 Córciu jeśli kiedyś w życiu poczujesz, że sport jest czymś czego szukałaś w życiu i zapragniesz walczyć (nie bić się - choć większość ludzi często myli jedno z drugim), to chciałbym aby obejrzała film: Najlepszy z najlepszych. Powiedz głośno NIE gdy ktoś powie, że jest to film o biciu się po pyskach:) Honor i szacunek - nigdy o tym nie zapomnij kimkolwiek zdecydujesz się być w przyszłości.






 Po obejrzeniu tego filmu długo nie mogłem zasnąć. Dał do myślenia aż za bardzo... spowodował u mnie katharsis i jednocześnie czas tego filmu był dla mnie ważny, wyjątkowy i przełomowy w życiu. Tym filmem jest: Efekt motyla. Opowiada on o tym, że drobne rzeczy i zdarzenia są w stanie zmienić więcej niż nam się wydaje. 







Kochanie jak widzisz mamy co oglądać. Wiem, że odczuwasz w taki sam sposób jak ja, patrzysz na świat tak jak ja choć pewne cechy dopiero się w Tobie kształtują. Mam nadzieję, że przed nami wiele filmowych wieczorów, pod kocem i z popcornem. 

piątek, 14 października 2022

I tak mi wyrzucą...


 Smocza kula z Dragon Ball'a, czy też bluza z Harrym Poterem... przedmioty te łączą różne kwestie. Przede wszystkim są a raczej były to przedmioty związane z czymś co moja córka lubi i z czymś, co ofiarowane było Jej z sentymentem, z pewnym ukrytym przekazem, z jakąś głębią... Wiem od córki, że zdarzało się Jej całować tę kulę i w myślach wypowiadać życzenie. Tak właśnie było w Dragon Ball'u lecz córka swoim życzeniem nie prosiła o wskrzeszenie super bohatera a o zdrowie dla swojego taty... wiem też, że o to samo prosi zdmuchując świeczki z urodzinowych tortów. Wzrusza mnie to gdy o tym piszę, na samą myśl o Jej intencjach i tego jakimi kategoriami myśli dziecko, serce zmienia rytm a oczy robią mi się szkliste. Bluzę dostała ode mnie na dzień dziecka - była zachwycona, lubi Harrego... to była piękna, kolorowa bluza, ciepła, miła w dotyku i od bardzo dobrego producenta.  Niestety smoczą kulę i bluzę łączy też to, że po tym jak córka zdecydowała się zabrać je do siebie, do matki, w niewyjaśnionych przyczyn zniknęły. Gdy córka zapytała o nie, odpowiedziała Jej, że zgubiły się.. dochodzi do tego zarzut wobec dziecka, że to wręcz jego wina bo cyt. sobie nie pilnowała i sama jest sobie winna. Kiedyś, więcej niż rok temu, córka w sytuacji zapytania Jej co chce zabrać odpowiedziała, że niczego nie chce ponieważ cyt. i tak mi wyrzucą. Nie byłem wtedy pewny czy dobrze usłyszałem... okoliczności zniknięcia kuli i bluzy niestety to potwierdziły. Bez względu jak ważne są dla córki otrzymane ode mnie rzeczy, są wyrzucane przez matkę dla której ważniejszy jest niezmiennie fakt, iż były to przedmioty od ojca. Nie ma więc w tym kolejny raz kierowania się przez matkę dobrem dziecka, lecz swoimi przekonaniami, uprzedzeniami... Moja była żona utknęła w jakimś martwym punkcie, nie do końca chyba jej życie wygląda tak, jak by chciała - przyzwyczajona do tego przez lata - za wszystko to obwinia mnie. Córka ma u siebie ode mnie jeszcze dużego misia - wiem jednak, iż również z tej zabawki, z tego bliskiego Jej przedmiotu, moją była żona uczyniła mechanizm nieodpowiedniego oddziaływania na córkę, stosowania wobec niej przemocy psychicznej i kolejny raz kierując się ślepą wiarą we własne przekonania. Miś bowiem pewnego dnia wylądował w piwnicy, do której został demonstracyjnie wrzucony, rzekomo w związku z karą za niewłaściwe zachowanie córki. Pomijając jednak przyczyny, taka forma kary nie jest nawet karą, dla mnie jest dowodem na socjopatyczne skłonności matki, na poważne problemy - tak z radzeniem sobie z dzieckiem, jak i z własnymi emocjami. Córce bardzo a pamięć zapadł obraz misia spadającego do piwnicy, do dziś rozpamiętuje, że miś się ubrudził, nie jest już jak nowy. Nie mogę też uwierzyć w te ciągłe niewłaściwe zachowania córki, podczas gdy u mnie, do niczego takiego nie dochodzi... i nie zmienia tego fakt, że mam Ją rzadziej i na krócej, gdyż w wakacje była u mnie miesiąc. Mam nadzieję, że córka wybaczy mi kiedyś, że tak niewiele mogłem zrobić.

piątek, 30 września 2022

Paszport dla córki


 Dziś moja koleżanka odzywając się do mnie aby dowiedzieć się co u mnie, zapytała czy moje kontakty z córką przebiegają już bez problemów (wie bowiem co się działo, widziała z resztą w sama telewizji). Gdy ludzie pytają mnie w ten sposób, zazwyczaj nie wiem co odpowiedzieć bo z jednej strony widuje się z córką i nawet mogę rozmawiać z Nią telefonicznie, to jednak nie jest normalnie, wciąż nie brakuje wspomnianych w pytaniu problemów. Co ciekawe - koleżanka ta sama rozwiodła się z mężem i wiele razy mówiła mi, że podczas gdy ja walczę o kontakt z dzieckiem, ona musi wręcz namawiać ojca swojej córki aby widywał się z dzieckiem... i choć odeszła od niego ponieważ pił, to jednak nigdy nie utrudniała mu kontaktu.


 Tuż przed wiadomością od tej koleżanki, zdecydowałem się napisać do swojej byłej żony z propozycją wyrobienia córce paszportu - wiem bowiem jak marzy o ciepłych krajach, o locie samolotem, basenach i całej tej inności znanej jedynie z opowiadań kuzynki która od najmłodszych lat jest zabierana w takie miejsca przez swoich rodziców. Zaskoczeniem było, że się zgodziła jednak zaskoczenie te nie trwało długo. Postawiła bowiem warunek, że zgodzi się ale mam informować ją gdzie dokładnie zabieram córkę i, że wyrobiony dokument będzie u niej, nie u mnie. Pierwszy z warunków jest oczywisty, nie stanowi dla mnie problemu, bo to coś co wynika z przyzwoitości, jest czymś normalnym. Drugi jednak warunek nie ma nic wspólnego z normalnością i dobrem dziecka, czy też z uczciwym podejściem do drugiego rodzica. Taka kontrpropozycja to biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, była jedynie kolejna zagrywka, wypracowaniem sobie możliwości spowodowania problemu a zarazem ukrycia bezczelności postępowania pod maską naturalnych okoliczności życiowych, które niekiedy nie są po prostu sprzyjające i nie zależą od nikogo. Tego typu wyjaśnienia słyszałem 9 miesięcy gdy izolowano mnie od córki. Scenariusz jakiego się obawiam i przed jakim żona wyraźnie nie chciała mnie zabezpieczyć, to: ja wykupuje wycieczkę, ex zna datę i miejsce a następnie paszport córki się "gubi".

wtorek, 16 sierpnia 2022

Drugi etap wakacji i psycholog dziecięcy


 Zgodnie z wyrokiem sądu, 1 sierpnia na 2 tygodnie zabrałem córkę do siebie. W tym czasie kilka razy byliśmy na miejskim kąpielisku i 5 dni w Karpaczu w hotelu ze SPA. Tam obserwując zachowanie córki, dotarło do mnie jaka ona jest już duża, jak szybko dojrzewa - potrafiła nawiązać kontakt z innymi dziećmi w hotelu, pilnować i sprawnie się po nim poruszać, towarzyszyć mi w basenie i saunie, rozsądnie kupować pamiątki z gór - z miejsca gdzie ponoć nie da się ze mną jeździć. Mogliśmy też zabrać ją do Czech aby np. wjechać na Śnieżkę lecz kolejny raz ex mimo moich próśb nie dała dowodu osobistego córki.. i jeśli to czytasz - wiedz, że nie ważne ile uda ci się utrudnić, ważne ile potrafimy zrobić mimo tego! Miało nie być weekendów a są. Miało nie być wakacji a są. Wywalczę niebawem też paszport - bądź pewna. Po 2 tygodniach gdy ex nie widziała córki, już w pierwszych gestach i słowach spowodowała, że Klaudia zamarła - reset pozytywnych emocji, bo końcu wraca do mamy... pamiętam jak ojciec mojej żony robił to samo - jednym słowem potrafił zgasić uśmiechy swoich małych wtedy jeszcze dzieci, jakby chciał dawkować radość aby nie byli przypadkiem zbyt szczęśliwi. To właśnie zrobiła matka Klaudii próbując (w chwili odbioru jej ode mnie) ściągnąć jej z ramion kupiony przez nas plecak do szkoły - po tym jak kilka dni wcześniej w rozmowie telefonicznej pozwoliła jej kupić drugi plecak i nosić na zmianę do szkoły z tym, co ma u matki (nie mogła nic sama wybrać, kupiono jej rzeczy do szkoły które się jej nie podobają).

W tym czasie wydarzyło się jednak coś więcej i niby się tego spodziewałem, niemal wiedziałem to jednak zawsze przekraczanie przez moją byłą żonę granic podłości, wywołuje we mnie coś na wzór zaskoczenia.. choć to pewnie bardziej trwoga, iż takie coś jest możliwe, że są ludzie gotowi do takich czynów. Mianowicie córka po blisko dwóch latach, opowiedziała nam o rozmowach z psychologiem do którego bez mojej wiedzy zapisała ją matka - mimo moich próśb nigdy też nie powiedziała mi z jakiego powodu zapisała do niego nasze dziecko. Było to dwóch różnych psychologów i po jednej tylko wizycie dlatego też nie można mówić o jakiejkolwiek terapii a co za tym idzie faktycznym problemie córki, lecz o próbie zdobycia negatywnej dla mnie opinii o więzi dziecka ze mną. Prawdopodobnie mojej ex nie udało się tego uzyskać ale to co córka usłyszała od tego pseudopsychologa, nie mieści się w głowie. Pytał on wprost 5-letniego dziecka kogo kocha bardziej - tatę czy mamę a to niedopuszczalne.. podobnie jak pytanie o to czy skoro tata jest na wózku, to czy kocha go mniej. Sugerował też mojemu dziecku, że jest dla mnie ciężarem i dopytywał czy moja partnerka jest gruba i na tym gruncie próbował postawić ją w złym świetle bądź tak to odebrało dziecko - nie ważne, gdyż odpowiadał za stan emocjonalny córki i negatywnie na niego wpłynął w okresie gdy była całkowicie ode mnie odizolowana.. nie takich rozmów potrzebowała. Ktoś jeszcze ma wątpliwości jaki cel miała matka wyjeżdżając 300 km i izolując dziecko przez 9 miesięcy od ojca? 

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Podział majątku i kolejna manipulacja


 Pomiędzy pierwszą częścią wakacji córki u mnie, a drugą częścią ponowiłem zapytanie do swojej byłej żony o kwestię mieszkania - mianowicie sprzedaży wciąż wspólnej nieruchomości. Od kilku tygodni sprawa stanęła w martwym punkcie - nie odpisywała ona ani jej mecenaska więc ponownie zapytałem. Wcześniej natomiast ex przystała na podział pół na pół (kwoty ze sprzedaży) i oddanie mi jedynie symbolicznych 10 tysięcy zł za ukradzione z mieszkania ruchomości... mimo to zamilkła choć wiedziała, iż poinformuje o ustaleniach aktualnych mieszkańców naszego mieszkania - osób gotowych  w każdej chwili do jego kupna za 220 tysięcy zł (powyżej ceny rynkowej). Kolejny raz wygłupiłem się przed tymi ludźmi i znów ich zestresowałem, ponieważ oni z niecierpliwością czekali na nasz rozwód i możliwość nabycia nieruchomości którą w tym momencie utrzymują i remontują choć nie mają pewności, że uda się im ją kupić. Mi osobiście zależy aby to właśnie oni kupili naszą nieruchomość bo to uczciwi i sympatyczni ludzie - mam nadzieję, że to miejsce przyniesie im więcej szczęścia niż nam, iż będzie domem jakim dla mnie i córki nigdy nie było. 



Mimo to wolał bym aby żona nigdy nie porzuciła tego mieszkania, nie wyjechała lecz to nie możliwe więc ewentualny jej powrót, a co za tym idzie - zamieszkanie córki znacznie bliżej, było jak światełko w tunelu.. to by naprawiło wiele rzeczy i bardzo mi na tym zależy - niestety wiedziała i wie o tym moja była żona, dlatego kolejny raz podjęła próbę wykorzystania tego i manipulacji moimi uczuciami do dziecka. Zaproponowała swój powrót w zamian za możliwość kupna naszej wspólnej nieruchomości po znacznie niższej cenie. Wizja braku konieczności jeżdżenia po córkę po 300 km w jedną stronę sprawiła, iż nie odmówiłem choć od razu podkreśliłem, że w to nie wierze i nie myliłem się niestety, ponieważ jak się później okazało, w momencie gdy ex składała swoje deklarację o prawdomówności i kierowaniu się dobrem naszego dziecka, założona była już przez nią sprawą w sądzie o podział majątku. Kolejny raz kłamała i dlatego nie chciała dać mi jakichkolwiek gwarancji, że nie tylko faktycznie wróci na nasze mieszkanie w zamian za możliwość korzystnej dla niej kwoty spłacenia mnie ale i, iż pozostanie w nim. Dokładnie tak samo były w przypadku propozycji ugody rozwodowej, w której moja ex w zamian za korzystny dla niej podział majątku, oferowała umożliwienie mi widywania się z własnym dzieckiem. Wiem, że to podłość ale również jej naiwność, że po tym wszystkim uwierzę w bajki... w bajki o dobrych chęciach i dobrym człowieku. Nie wiem co dalej ale postępowanie sądowe o podział majątki pociąga za sobą duże koszty i tak samo jak przejeżdżamy pieniądze które mogłyby i powinny być odłożone dla córki, tak sądowy podział majątku zniweczy resztki tego co w aspekcie materialnym było budowane latami... znów w wyniku nie moich a żony decyzji. Zniweczenie te przychodzi jej łatwiej bowiem nie doświadczyła ona bólu pracy na to wszystko - na dom i jego wyposażenie. Retoryczne pozostaje pytanie o sens sądowego podziału majątku w sytuacji gdy są osoby chcące kupić nieruchomość?