piątek, 13 grudnia 2019

Zapomnieć, cofnąć czas

Usiąść na plaży gdzieś w jakimś choć trochę mniej wietrznym miejscu (I can feel it coming in the air tonight, oh Lord)... pozwolić otulić się wydmom i pożegnać to wszystko raz na zawsze - pewnej zimnej nocy (And I've been waiting for this moment for all my life, oh Lord). Raz na zawsze i bez względu na wszystko skończyć to. Wszystkie bezsenne noc, chore wspomnienia. Jak jednak pożegnać się ze wszystkim czego się chce (It's all been a pack of lies), czego potrzebuje a jednocześnie nie ruszyć tego co pozostać musi, co kocha się ponad wszystko? Wybiórczo skończyć z tym co było. Zapomnieć o przeszłości niezapominając o córce... krew z mojej krwi. Zapomnieć i pamiętać. Nawet cofnięcie czasu nic by nie dało.. sprawić aby nigdy mi się nie przydarzyła, zabliźnić rany ale wraz z nimi znikła by połowa mnie. Na zawsze. Moja córka. Jest dobrem tego złego, sensem w tym bezsensie i odpowiedzią w chwili miliona dylematów. Jedyne co mi pozostaje na teraz, to poczuć chłód w płucach, wilgoć powietrza, piasek na skórze... daleko po prawej widzę mrugające światła wchodzących do portu statków. Wszystko odbywa się tak samo jak zawsze, bez względu na to jaki dziś mieliśmy dzień i jaka sprawa przyprowadziła nas w te miejsce. Poza wiatrem szarpiącym kurtkę i szumem fal, jedynie cisza... kilka tych słów, kilka wersów w słuchawkach wpiętych w uszy: https://www.youtube.com/watch?v=mpYzO6bZMTs Dogaszam papierosa, jeszcze tylko jeden sztach, stawiam kołnierz od kurtki, ręce w kieszenie i... idę dalej.

wtorek, 10 grudnia 2019

Porwanie i kradzież

Tak jak się odgrażała, ta zrobiła ale jednocześnie przeszła samą siebie i zaskoczyła nawet mnie. Żona wyprowadziła się. Dwa dni przed tym, przez dwie noce wywoziła z naszego mieszkania sprzęt i meble (w ubiegły weekend). W tym momencie dom jest zupełnie pusty, zabrała nawet firany z okien i opał. Nie ma na czym usiąść, nie da się w tym momencie w jakikolwiek sposób korzystać z mieszkania. Nie zabrała jedynie rzeczy zamontowanych na stałe. W niedziele oddałem córkę zgodnie z postanowieniem sądu w sprawie widzeń. Do środy nie miałem żadnej wiedzy gdzie córka. Miejsce jej pobytu ustaliła dopiero Policja. Jest 300 km ode mnie. Złamano postanowienie sądu i w aktualnie nie ma możliwości stosowania się do niego. Zgłosiłem przywłaszczenie mienia wspólnego i wywiezienie córki, prawo nie jest jednak po mojej stronie. Nie wiem w jakich warunkach żyje córka ani do jakiego przedszkola chodzi. Obrońcy żony zastanawiają się nad tym czym się kierowała na taki krok, zupełnie nie skupiając czego dokonała: kradzież i porwanie – bez względu na to, jak wygląda to z prawnego punktu widzenia, to jest właśnie tym. Została od kwietnia niemal ze wszystkim, w końcu listopada resztę ukradła. Odebrała mi jednak przede wszystkim córkę i mam duży problem z życiem bez Niej. Nie obchodzą mnie motywy żony, nie wolno odbierać człowiekowi wszystkiego, bo czynimy go zdolnym do wszystkiego. Złożyłem wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich żonie i ustanowienia miejsca pobytu córki przy mnie. Wszystkim swoim poplecznikom sprzedała historię o zaszczuciu jej i nachodzeniu – to w kontekście żądania duplikatu kluczy od wspólnego mieszkania. Nie nachodziłem jej, od kwietnia na mieszkaniu byłem raz, sprowokowany brakiem kontaktu z córką. Wówczas zamki były już zmienione. Żona tak wspólną nieruchomość jak i córkę, traktuje jako coś co należy jedynie do niej. Dla postawienia na swoim kolejny raz przewróciła życie naszego dziecka do góry nogami. Myśli jedynie o sobie, wciąż nie ma do mnie szacunku. Pęka mi serce gdy pomyśle o braku córki w nadchodzące święta. Wszystko się zmienia poza bólem tęsknoty za dzieckiem...

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Wyprowadzka żony

W niedzielę wieczór żona się wyprowadziła. Nie podała adresu mimo kilku próśb. Tym samym nie wiem gdzie i z kim jest moje dziecko. Poinformowała mnie jedynie, że jest to inne województwo. Nie wiem nic więcej. Jest to jej sposób ukarania mnie, za zażądanie kluczy od wspólnego mieszkania. Nie miałem ich od czerwca, kiedy to bez mojej wiedzy a tym bardziej mojej zgody, żona wymieniła wkładki w zamkach drzwi wejściowych. Dowiedziałem się o tym dopiero w połowie lipca kiedy poszedłem do córki. Udałem się tam ponieważ nie miałem kontaktu z dzieckiem. Zostałem siłą wyrzucony z własnego domu, za przysłowiowe szmaty i... na oczach dziecka. Zamknęła mi drzwi przed nosem i śmiała się w twarz, że nie mam klucza. Dodam tylko, że nie nachodziłem jej tam ani przed, ani po tej sytuacji. Nacisk adwokata spowodował, że w ubiegłą sobotę oddała mi klucz a w między czasie powiedziała, że się wyprowadzi. Jej rozumienie współwłasności jest takie, że albo użytkuje ją sama albo wcale. Porzuciła w niedziele mieszkanie. Pokazała, że te mieszkanie nie ma dla niej wartości emocjonalnej ani materialnej. Córce powiedziała, że wyprowadzają się w święta - z mojego powodu, że teraz taka będzie tam mieszkał. Mała jest kompletnie zagubiona w tej sytuacji. Rozmowy o świętach i Wigilii ją stresują - w ramach postanowień sądu dotyczących widzeń, miałem córkę w weekend. Teraz mam mieć jutro i odebrać ją z przedszkola. Dziś w nim jej nie było, jeśli nie będzie jej również jutro, złoże na Policji zgłoszenie o uprowadzeniu rodzicielskim. Jutro również adwokat przygotowuje wniosek o zabezpieczenie kontaktów z dzieckiem ze zmianą miejsca pobytu dziecka na: u ojca. Nie ufam żonie w sprawie córki, w ciągu kilku miesięcy w naszym domu nocowało kilku facetów. Wmawia jej straszne i nieprawdziwe rzeczy. Nie da się opowiedzieć jak boli mnie nerwowość córki, jak bardzo się boję aby jej nie nabuntowała przeciwko mnie. Jest to mi trudniej wytrzymać niż wszystko dotąd i niestety żona o tym wie. Zniosłem potworności w ciągu 3 ostatnich lat.. dla miłości, dla dziecka. Ponownie miłość ktoś obraca przeciwko mnie. Gdy człowiek straci wszystko... nie ma nic do stracenia - to swoista forma chorej wolności i wówczas stać go na wszystko - nie koniecznie dobrego. To zmienia... nie podoba mi się moja własna, nowa postać. Nikomu się nie spodoba.