środa, 5 sierpnia 2020

Odrzucone zażalenie na wyrok

Pod koniec lutego 2020 r. Sąd Okręgowy wydał postanowienie, wobec którego żona wystąpiła o uzasadnienie i które po kilku dniach zaskarżyła. Otrzymałem 28 stron pisma w którym skupiono się przede wszystkim na wypunktowaniu wszystkiego tego, co z powodu niepełnosprawności nie jestem w stanie i odniesiono to do zajmowania się córką. Uzupełniono to licznymi kłamstwami a puentą było to, że jestem zbyt niesprawny aby zajmować się swoim dzieckiem (choć robiłem to wcześniej wielokrotnie) a wystarczająco sprawny aby dużo pracować i płacić 1500 zł alimentów. Odpowiedziałem na to pismem na 42 strony plus 20 stron screenów. Następnie convid19 spowodował zupełną blokadę sądów. Po ich ponownym starcie, na dzień 26 czerwca ustalono ostateczny termin rozpatrzenia zażalenia jednak uczyniono to dopiero 30 lipca. Wysyłałem przez ten czas 1 ponaglenie do sądu i 1 wysyłał mój adwokat - co tydzień... jednocześnie ponaglenia wysyłałem do Rzecznika Praw Dziecka i innych podmiotów, jakie w różnym zakresie dołączyły do sprawy. Ponadto w odpowiedzi na aktualne i przeszłe wydarzenia, złożyłem do różnych prokuratur doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 119, 158, 160, 207, 217, 233, 257, 271 Kodeksu Karnego... nie wiem co to da, do czego doprowadzi ale wszystko jest zgodne z prawdą, chcę jedynie sprawiedliwości. Żona odbierając mi dziecko, niszczy mnie każdego dnia i to za przyzwoleniem prawa... prawa pełnego błędów, postanowień jakie są jedynie teorią, nie są do wyegzekwowania. Uruchomiłem również postępowanie dyscyplinarne wobec mecenaski żony - zajmuje się tym Okręgowa Rada Adwokacka. Wiele z tego co stało się i wciąż dzieje, jest z winy tego adwokata... jest przykładem nastawionej na zysk, marketing i sukces adwokatury, bez związku z etyką i sprawiedliwością. Po ponad 2 miesiącach braku nawet telefonicznego kontaktu, od soboty mogłem porozmawiać z córkę... nie wiem skąd ta zmiana, ale na pewno nie jest przypadkowa więc nie potrafię się nią cieszyć. Nie chcę telefonu, nie chcę video... chcę ją przytulić, powąchać, pocałować. Od początku wyrok gwarantujący mi kontakt z córką był wykonalny a obecnie prawomocny, jednak nie wiem co do to w praktyce.

piątek, 3 lipca 2020

Boże uchowaj mnie, o tak niewiele cię dzisiaj proszę

Czuje jak z każdym dniem wypełniam się trucizną, jestem jak naczynie wody do której nieustannie kapie ciecz która odmienia smak, wygląd, zapach i konsystencję - staje się czarny, gęsty.. to mnie zabija, dusi jak rybę w błocie. Pływam w błocie tęsknoty, bólu i nienawiści... nie umiem żyć bez córki, nie przyzwyczajam się do tego stanu, to wykracza poza moje możliwości adaptacji. Nie potrafię pisać ani nawet myśleć o tym bez łez w oczach gdy nikt nie widzi... od ponad pół roku nie widziałem córki, jedynie jej nóżki po tym jak odnalazłem Ją w przedszkolu pod Poznaniem a matka na wieść o tym, wynosiła Ją zasłaniając jej oczy i uszy aby mnie nie widziała ani nie słyszała... jakby nie była moim dzieckiem. Ustaliłem na własną rękę przedszkole w którym jest - objechałem 6 placówek w różnych miejscowościach aż trafiłem, jednak personel miał nakaz od matki aby nie wydać mi dziecka - mimo wyroku sądu - przyjęto tam córkę bez podania mnie jako ojca co już zgłosiłem i wystosowałem pismo do dyrekcji. Po moim przybyciu na miejsce nie pozwolono mi nawet zobaczyć córki, nic jej podać.. szybko przyjechała jej matka a jej nowy partner , niczym nieprowokowany uderzył w twarz moją partnerkę która była moim kierowcą i wszystko kamerowała (właśnie za to). Miała do tego prawo. Wszystko odbyło się na oczach przedszkolanek, dzieci... mam także nagranie z tego zajścia. Od pięciu tygodni nie mogę nawet telefonicznie porozmawiać z ukochanym dzieckiem. To działo się w moje urodziny, policja i szpital, zgłoszenie i badania... do domu wracałem późną nocą a spałem na parkingu, bo obolały, spuchnięty i roztrzęsiony kierowca nie był w stanie jechać. Nie takie życie obiecałem córeczce... pęka mi serca na myśl co jest jej wmawiane podczas tygodni nieodbierania telefonu. Córa na co dzień żyje z potworami udającymi ludzi. Od tygodni nie śpię normalnie, nieustanne koszmary i kolejne pisma do sądu... art. 207 KK, art. 233 KK, art. 217 KK, art. 278 KK, liczne § Uchwały NRA nr 2/XVIII/98, art. 598 KPC, kolejne ponaglenia do sądu, to wszystko się dzieje... to nie jest film. Znoszę o wszystko ale to nie jest pokora, to bezradność wobec nieudolności polskiego wymiaru sprawiedliwości, wobec zasad, standardów pracy lecz przede wszystkim wobec ludzkiej podłości, przeświadczenia o poczuciu bycia kimś lepszym od drugiego człowieka. Każdej nocy modle się prosząc aby... córka nie przestała mnie kochać aby o mnie nie zapomniała.

wtorek, 2 czerwca 2020

Opozycja i wsparcie dla żony

Toczy się wojna, inaczej tego nazwać nie można... niestety żona jej przedmiotem uczyniła nasze dziecko, moją córeczkę.. Po rozstaniu część osób stanęła po mojej stronie, kolejne osoby dołączyły gdy dowiedziały się o okolicznościach poprzedzających rozstanie, następnie kolejna grupa odsunęła się od żony po tym jak okradła nasze mieszkanie i wywiozła córkę. W tym momencie zrobiła już wszystko poza wywiezieniem Małej za granicę a mimo to na placu boją są ludzie wciąż jej wierni.   Dokładnie trzy:
- uzależniona od niej koleżanka która mieszka z nią i podobnie, (pod namową i przy pomocy mojej żony) okradła swojego partnera i wywiozła dzieci;
- bratowa, przekonana, iż ma u niej emocjonalny dług za pomaganie jej gdy miała problemy ze swoim mężem (nie ma pojęcia o wielu sytuacjach i tym, iż to często ja pisałem jako moja żona, dodając otuchy, radząc etc.);
- była żona jej kuzyna (on nie chce jej znać) a więc żadna rodzina (nie ma pojęcia, iż moja żona przyłożyła się do rozpadu jej małżeństwa).
Pierwsza z wymienionych osób będzie pierwszą ofiarą mojej żony. Już poszukuje ją policja i prokuratura, bowiem nie miała ślubu a więc nie mogła niczego zabrać tym bardziej, że dom w którym mieszkała należał do matki jej partnera. Nigdy nie pracowała... jak to się dzieje, że nagle człowiek nabywa przekonania, że wolno mu wszystko?
Jej bratowa, była osobą mi serdeczną do około miesiąca po rozstaniu. W tym momencie nie mamy kontaktu, jej mąż a brat mojej żony, wciąż odwiedza i wspiera mnie. W grudniu zapytał mnie: czemu na to pozwoliłeś, dlaczego dałeś sobie wejść na głowę? Opowiadałem mu jak nie traktowano. Jego żona, podobnie jak ostatnia  wymienionej trójki osób jest zdania, iż wszystko co w trakcie mojego małżeństwa i po jego rozpadzie uczyniła mi moja żona i co aktualnie czyni mojej córce, jest do usprawiedliwienia.... szukają na siłę czegoś po środku, posiłkując się rzekomym trudem i ciężarem życia ze mną. Oznacza to, iż... mówiąc bez ogródek, zbędnej delikatności i poprawności, bycie z kaleką jest wyczynem, wyłącznie poświęceniem i obojętnie jak było czy jest, a nawet bez różnicy jak będzie, nie mam prawa mieć o cokolwiek pretensji. Ich zdaniem. Powinienem być jedynie wdzięczny... i tu pojawia się kluczowa przyczyna rozpadu mojego małżeństwa: żona poczuła się lepsza ode mnie. Ludzie którzy latami, w czasie trwania małżeństwa, uważali więc, że mojego trudu nie było a mojej żonie należy się podziw. Co jeszcze musi się stać aby w ich opinii wyrównana czynami mojej żony, została moja wina i niewdzięczność za lata związku?
Usłyszałem nawet słowa: "Przecież wiesz, że ona jest nerwowa i uparta, mogłeś inaczej do tego podejść". To co miałem zrobić innego? Gdzie jest jakiś obiektywizm osób deklarujących stanie po środku? Nie stoją wcale po środku skoro widzą kradzież i odcięcie dziecka od ojca... po prostu myślą jak moja żona tylko wstyd im przyznać. Nie doszło by do tego wszystkiego gdyby nie poklepywanie po plecach i szukanie na siłę szarości zamiast dzielić na biel i czerń.